top of page
  • Edytka

Półwysep Kornwalijski, czyli zwiedzanie i nauka na Riwierze Angielskiej

Jak jednocześnie zwiedzać i poprawiać swoje umiejętności w posługiwaniu się językiem angielskim? Podjąć naukę w jednej ze szkół językowych na Malcie. Taka błyskotliwa myśl popchnęła mnie do poszukiwania kogoś, kto mógłby mi pomóc w znalezieniu odpowiedniej szkoły. Napisałam kilka zapytań i jeden z pośredników natychmiast zadzwonił i wyjaśnił, że angielskiego należy uczyć się w Anglii i że poleca mi szkoły w Londynie, Oksfordzie czy w Cambridge. Ja jednak zdecydowałam się na Torquay - małą nadmorską miejscowość, w której urodziła się, mieszkała i tworzyła swoje powieści Agatha Christie. Na początek wybrałam dwutygodniowy intensywny kurs języka angielskiego oraz pobyt u rodziny goszczącej.

Nasza podróż była zaplanowana następująco: z lotniska Poznań-Ławica do Bristol Airport, następnie autobusem do nadmorskiego kurortu Exeter i następnego dnia pociągiem do docelowego Torquay. Moja nauka miała zacząć się w poniedziałek, ale postanowiliśmy przyjechać kilka dni wcześniej, żeby zwiedzić ten interesujący region. Na Bristol Airport przylecieliśmy w czwartek późnym wieczorem (tak około 20.40 - nasza 21.40). Z dworca autobusowego, który znajdował się na przeciwko lotniska, pojechaliśmy autobusem firmy Falcon do miejscowości Exeter. Podróż trwała około 2 godzin i kosztowała 12 funtów od osoby. Bilet rezerwuje się poprzez bardzo przejrzystą stronę internetową, a autobusy tej linii jeżdżą co godzinę, my na wszelki wypadek wybraliśmy odjazd o godzinie 22.00. Podróż tymi liniami ma wiele zalet, ale też jedną niedogodność, mianowicie przystanki, z których zabiera i wysadza pasażerów umiejscowione są przy zjazdach z drogi głównej/autostrady na obrzeżach miast.

EXETER

Do Exeter przyjechaliśmy o północy. Do zarezerwowanego hotelu mieliśmy około 20 minut piechotą. Było to dość ciekawe doświadczenie, ponieważ musieliśmy iść zarośniętym bujnymi krzakami poboczem na nieoświetlonej i dość ruchliwej ulicy. Oczywiście wiało i padało. Przemoczeni i zmęczeni dotarliśmy do zamkniętego już o tej porze hotelu. Kilka minut zajęło nam wybudzenie kogoś z obsługi. Ostatecznie około 2 w nocy położyliśmy się spać w maleńkim, ale czystym i ciepłym pokoju.

Na drugi dzień udaliśmy się na zwiedzanie miasta. W strugach deszczu ciągnęliśmy nasze walizki po brukowanych ulicach. Było to bardzo niewygodne ze względu na ogromne kałuże i spory hałas, który robiliśmy.

Exeter reklamowane jest jako miasto bogatsze w zabytki, niż cały Półwysep Kornwalijski. Swoją siedzibę ma między innymi Royal Albert Memorial Museum, w którego zbiorach znajdują się eksponaty z wielu dziedzin.

Royal Albert Memorial Museum

Nasze zwiedzanie postanowiliśmy zacząć właśnie od tego muzeum, i mieliśmy nadzieję, że będziemy mogli na jakiś czas przechować tam walizki. Faktycznie przemiła Pani z obsługi udostępniła nam zamykaną szafkę. Teraz już w pełni swobodni mogliśmy zacząć podziwiać wspaniałe eksponaty. Co niezwykłe wstęp jest tam bezpłatny. Wewnątrz można wypocząć w sporej kawiarni, gdzie serwowane są gorące napoje, ciastka i kanapki.

Kiedy w 1861 roku umarł książę Albert pojawiła się inicjatywa uczczenia jego pamięci w wyjątkowy sposób. Zdecydowano, że idealnym miejscem ku temu będzie Exeter. W ciągu kolejnego roku powstał projekt i tym sposobem utworzono Royal Albert Memorial Museum, które oprócz muzeum, stało się siedzibą galerii, biblioteki oraz dwóch szkół.

Zasoby muzeum to ok. 1.5 miliona eksponatów. Ściany budynku mieszczą obiekty z wielu dziedzin: archeologii, sztuki, nauk przyrodniczych, numizmatyki, tekstyliów, historii i kultury światowej. Posiada mnóstwo obrazów, szkiców, rzeźb autorstwa krajowych artystów.

Kolejnym ważnym zabytkiem jest usytuowana w samym sercu miasta romańsko-gotycka Katedra św. Piotra. Wstęp dla zwiedzających był płatny 7,50 funta od osoby dorosłej i 6 funtów dla studentów i seniorów. Dzieci poniżej 18 roku mogły wejść bezpłatnie. Bez opłat mogły wejść też osoby, które chciały pomodlić się.


Obok Katedry znajduje się Cathedral Close, czyli zabudowania pochodzące z końca XIII wieku. Cathedral Close 7 była dawniej kamienicą rodziny Courtenay. Od 1813 roku mieści się w niej Devon & Exeter Institution, biblioteka tylko dla członków, poświęcona rozpowszechnianiu sztuki i nauki. Elegancka biblioteka i pokoje do nauki mogą być również używane przez studentów i pracowników Uniwersytetu Exeter.

8, 9, & 9a to grupa budynków z centralnym dziedzińcem. Datowane na około 1500 rok, choć ich części mogą być nieco starsze. Zbudowane na użytek kanoników katedralnych, po reformacji zostały wydzierżawione prywatnym obywatelom i do niedawna służyły jako biura adwokackie.

Cathedral Close, z numerem 7, 8, 9, 9a i 10

Najstarsza część Cathedral Close 10 pochodzi z XIV wieku. Obecnie jest to dziekanat. Najbardziej charakterystyczną cechą są duże, dębowe drzwi, które mają co najmniej 400 lat. Drzwi zostały w ostatnich latach spopularyzowane przez fanów Harry'ego Pottera, którzy wierzą, że są one inspiracją dla drzwi do Pokoju Życzeń, tajnego pokoju w fikcyjnym Hogwarcie. Twórczyni Harry'ego Pottera, J.K. Rowling, była studentką na Uniwersytecie Exeter, więc była zaznajomiona z drzwiami pod numerem 10.

Drzwi do dziekanatu, 10 Cathedral Close

Dość dziwnie usytuowany na rogu ulicy Cathedral Close Kościół św. Marcina (St Martin's Church) jest jednym z najstarszych budynków w mieście. Jest to najważniejszy i najbardziej kompletny kościół w centrum Exeter, który uniknął zarówno wiktoriańskiego remontu, jak i bombardowania w czasie II wojny światowej, które poważnie uszkodziło wiele innych kościołów.

Pierwszy kościół na tym miejscu został poświęcony 6 lipca 1065 roku. Jego maleńka parafia - mniejsza niż rozmiar boiska piłkarskiego - służyła robotnikom i handlarzom, którzy tłoczyli się w trzy- i czteropiętrowych domach na okolicznych ulicach.

Kolejnym ważnym zabytkiem Exeter jest wzniesiony na przełomie XII-XVI wieku budynek ratusza miejskiego (Guildhall).

Ratusz miejski

W Exeter znajduje się podobno najwęższa ulica świata - Parliament Street. Jej wymiary to 64 cm w najwęższym i 122 cm w najszerszym miejscu. Wiek - ponad siedemset lat. Łączy High Street z Waterbeer Street. Do XIX wieku nazywano ją po prostu Small Lane czyli Mała Uliczka. Jednak politycy wpadli na pomysł, aby wykorzystać ją w celach marketingowych. Przekształcenie nazwy na Parliament Street miało demonstrować drwinę z nowej ustawy parlamentarnej, która wprowadzała szerokie zmiany w systemie wyborczym.

Najwęższa ulica świata - Parliament Street.

W planach mieliśmy wiele innych miejsc do zobaczenia, przede wszystkim historyczne nadbrzeże. Jednak nieustający deszcz i wiatr przyspieszyły naszą decyzję o dalszej podróży, tym razem pociągiem, do docelowego Torquay.


TORQUAY

Popularny od początków XIX wieku kurort wypoczynkowy, leżący na Półwyspie Kornwalijskim, w hrabstwie Devon. Turystów przyciąga tu od lat ciepły i łagodny klimat, będący w dużej mierze zasługą Prądu Zatokowego. Dzięki temu przyjęły się w tej okolicy tropikalne rośliny sprowadzone z Australii, pozwalające uczynić Torquay podobnym kurortom na Lazurowym Wybrzeżu.

Główne atrakcje miasta związane są oczywiście z morzem (znajduje się tutaj piaszczysta plaża i przystań jachtowa), ale nie tylko – w Torquay mieści się również pole golfowe i muzeum urodzonej tu Agathy Christie.

Pomnik Agathy Christie
Przystań jachtowa w Torquay
Wieża zegarowa Mallock Memorial znajdująca się na nabrzeżu portowym w Torquay

Tak jak już wcześniej wyjaśniałam, szkoła w której miałam zajęcia z języka angielskiego zaczynała się w poniedziałek. Mieliśmy więc możliwość zwiedzania miasta przez pozostałą część piątku, sobotę i niedzielę. W sobotę dodatkowo miała do nas dołączyć moja siostra z mężem.

Na dwie noce zatrzymaliśmy się w uroczym hotelu Harbour Heights. Był on częścią dużego domu z początku XX wieku. Jak wytłumaczył nam obecny właściciel, budynek zanim został podzielony na 4 osobne Guest House, należał do jednej rodziny i służył jako domek letni.

Budynek w którym znajdowała się hotel Harbour Heights
Jadalnia

Spacer po mieście zaczęliśmy od zwiedzania portu. Podczas przechadzki natchnęliśmy się na Beacon Cove. Jest to mała osłonięta zatoczka, kiedyś znana jako Lady's Bathing Cove. Była ulubioną zatoką pań w późnym okresie wiktoriańskim. Posiada ona małą promenadę, żwirową plażę i znajduje się w pięknym osłoniętym zaułku, co czyni ją idealnym miejscem do opalania i podziwiania widoku na zatokę. Dla mnie sporym zaskoczeniem była informacja, że Beacon Cove to ulubiona plaża Agathy Christie i że spędzała tam czas razem ze swoją córką Rosalindą.


Beacon Cove

W sobotę dołączyła do nas Asia z Łukaszem i razem mogliśmy poznawać urocze zakątki portu i miasta.

Kolejnym punktem na naszej trasie było opactwo Torre Abbey. Zostało założone w 1196 roku jako klasztor dla kanoników premonstratensów i jest obecnie najlepiej zachowanym średniowiecznym klasztorem w Devon i Kornwalii.

Oprócz średniowiecznych i gregoriańskich pomieszczeń, Torre Abbey znane jest z ogrodów w Abbey Park i Meadows, z trzeciej co do wielkości kolekcji sztuki w hrabstwie Devon oraz z regularnych wystaw współczesnych artystów. Z bogactwem egzotycznych i ekscytujących roślin, ogrody są spokojną przystanią piękna i przyjemności oraz idealnym miejscem na relaks, spacer lub piknik. Bujne nasadzenia bylin, róż i dalii znajdują się w formalnym krajobrazie z XIX wieku wokół ruin opactwa.

Ogrzewane szklarnie, zawierające rośliny tropikalne i pustynne, są ucztą dla zmysłów niezależnie od pory roku.

Opłata za wstęp do opactwa: Dorośli - £9.50

Dzieci (5 - 18 lat) - £3.70; poniżej 5 lat bez opłat

Wieczorem jak zawsze udaliśmy się na wycieczkę po pubach. Ostatecznie zatrzymaliśmy się w pubie o nazwie "Hole in the Wall". Usytuowany był blisko portu i głównej ulicy i okazało się, że jest jednym z najstarszych tego typu lokali Torquay. Pochodził z około1540 roku. Fantastyczny, tradycyjny pub z mnóstwem charakteru i przytulną atmosferą, w przeszłości był miejscem regularnych spotkań dla przemytników i ludzi biznesu.

W niedzielę w strugach deszczu pojechaliśmy za miasto, żeby zobaczyć słynny Thatcher Point. Jest to fenomenalna zielona przestrzeń z oszałamiającym widokiem na Thatcher Rock i na morze. Ludzie odwiedzają Thatcher Point, aby podziwiać widoki, łowić ryby na wybrzeżu lub po prostu spacerować wzdłuż South West Coast Path, która znajduje się w pobliżu.

To świetny teren spacerowy, a widok skalistych klifów zrobił na nas naprawdę duże wrażenie. Cały ten obszar jest bardzo wyjątkowy i ma mistyczny i magiczny charakter.

Legenda mówi, że na skale mieszkał szalony mnich. Żył na diecie składającej się z ryb i mew oraz musiał polegać na wodzie deszczowej z basenów skalnych, aby przetrwać. Był kochany przez miejscowych, organizowano specjalne wycieczki łodzią, aby go zobaczyć, a ludzie rzucali mu prezenty na skałę. Niektórzy mieszkańcy mówią swoim dzieciom, że skała jest Nibylandią, gdzie mieszka Piotruś Pan.

Oficjalnym powodem, dla którego nazywa się ją Thatcher Rock jest to, że jeśli spojrzysz na skałę pod kątem prostym, jest tam mały występ skalny, który wygląda jak Thatcher (strzecharz) pracujący na dachu.

Niestety padało tak mocno, że nie mogliśmy spędzić tam dużo czasu i w związku z tym postanowiliśmy, że czas już się rozstać. Ja zostałam podwieziona do mieszkania, w którym miałam spędzić kolejne dwa tygodnie. Andrzej z Asią i Łukaszem wrócili do domu. Andrzej wracał do Polski w poniedziałek z lotniska Londyn Luton.

Domek z początków XX wieku, przystrojony na Halloween

Michelle, emerytowana pielęgniarka gościła mnie w swoim mieszkaniu, które usytuowane było prawie w centrum miasta, 10 minut pieszo od szkoły językowej. Mój pokoik znajdował się na pięterku i miałam widok na ogród. Oprócz mnie i Michelle ten niewielki domek zajmował też mały, niesforny piesek, który wabił się Milton.

Wraz z zakwaterowaniem miałam zapewnione także wyżywienie tj. śniadania i obiadokolacje. Na szczęście moja Landlady była weganką i co wieczór przygotowywała dla nas wyśmienite i zdrowe potrawy, również regionalne np. pasty. Pasztecik ten był częścią brytyjskiej diety już od XIII wieku, wykorzystywał dziczyznę i wszelkiego rodzaju smaczne nadzienia i był spożywany głównie przez górników w kopalniach cyny znajdujących się na terenie Kornwalii i Devon. Główną zaletą było to, że można go było zjeść bez użycia sztućców i który pozostawał ciepły przez dłuższy czas. Na nasze potrzeby wersja wegańska.

Jadałam naprawdę na bogato :)

Bardzo zaprzyjaźniłyśmy się podczas tych dwóch tygodni. Wiele godzin dziennie spędzałyśmy na rozmowach. Michelle pomagała mi w wyborze miejsc do zwiedzania, doradzała i odradzała. A tak przygotowałyśmy się na Halloween.

Nadszedł wyczekiwany poniedziałek i zaczęły się zajęcia w szkole językowej Kaplan. Szkoła była całkiem niedaleko i prowadziła do niej bardzo przyjemna droga, która zajmowała mi około 10 minut pieszo. Razem z innymi nowo przybyłymi studentami musiałam zdać test kwalifikacyjny. Dostałam się do klasy o poziomie angielskiego B2. W klasie było 9 uczniów w bardzo zróżnicowanym wieku z wielu zakątków świata. Było 4 panów z Arabii Saudyjskiej, jeden z Kuwejtu, dziewczyny z Francji, Chile i Niemiec. W kolejnym tygodniu doszła Pani z Majorki. Z uwagi na to, że wybrałam intensywny angielski moje zajęcia trwały od 9 rano do 3 po południu.

W ofercie szkoły był dostęp do basenu, więc wzięłam ze sobą stroje kąpielowe, okulary do pływania i czepek, ale niestety w folderze nie zaznaczono, że to mikro basenik do użytku tylko w sezonie letnim (zdjęcie poniżej).

Szkoła zapewniała nam popołudniowe zajęcia integrujące, co dzień coś innego. Była zorganizowana wycieczka do Kents Cavern (bardzo popularnej jaskini), była też szkoła gotowania, karaoke w pubie, zwiedzanie miasta z przewodnikiem i wiele innych. Ja skorzystałam z niedzielnej wycieczki do Parku Narodowego Dartmoor.

Popołudniami, godzinami chodziłam po porcie, nadbrzeżu i parku. Poszukiwałam miejsc związanych z życiem i twórczością Agathy Christie. W czasie godzinnej przerwy na lunch poznawałam lokalne restauracje z lokalnymi potrawami.

Nadmorski park w Torquay

BRIXHAM

W piątki zajęcia kończyły się wcześniej. Miałam całe słoneczne popołudnie na zwiedzanie Brixham, pięknego miasteczka portowego, do którego można było dostać się promem. Prosto po szkole popędziłam na nadbrzeże, gdzie okazało się niestety, że akurat w tym dniu promy nie kursują??!! Nic nie szkodzi, zaraz obok był przystanek, z którego co 15 minut odjeżdżały w kierunku Brixham piętrowe autobusy. Prawie natychmiast pojawił się mój transport, zakupiłam u kierowcy bilet za 6 funtów w jedną stronę i z górnego pokładu podziwiałam przez 40 minut przepiękne nadmorskie krajobrazy. Wysiadłam na przystanku obok portu i od razu zostałam oczarowana tym miejsce.

Jeśli szukasz autentycznego smaku Anglii, nie trzeba szukać dalej niż Brixham w South Devon. Jest to kwintesencja angielskiego miasta portowego. Kolorowe domy otaczające port to pierwsze, co rzuca się w oczy. Ale prawdziwymi gwiazdami tego miasta nie są budynki - są nimi ryby.

Jako jeden z najbardziej ruchliwych portów rybackich w Wielkiej Brytanii, Brixham ma długą historię sprowadzania świeżych owoców morza. Tutaj, w sercu angielskiego Seafood Coast, najświeższe ryby i najsmaczniejsze owoce morza są w menu na każdym kroku. Ponieważ nie jadłam obiadu, kupiłam sobie dorsza z frytkami i już połowa małej porcji, którą zamówiłam, porządnie mnie nasyciła.

Mogłam dalej spacerować i dotarłam do słynnej atrakcji, czyli naturalnej wielkości repliki statku Golden Hind. Galeon Golden Hind (Złota Łania) był okrętem flagowym Sir Francisa Drake'a podczas jego podróży dookoła świata. Spośród pięciu okrętów biorących udział w wyprawie ten był największy i jako jedyny powrócił cało do Anglii. Wodowano go w roku 1576 w porcie w Plymouth.

Replika wyglądała imponująco, jednak nie skusiłam się na zwiedzanie całego statku. Nie miałam za dużo czasu, a wiele miejsc do zobaczenia. Szybko swoje kroki skierowałam w stronę jak myślałam ogromnego mola, który jednak okazał się półmilowym falochronem, który chroni miasto przed silnymi wiatrami i dużymi falami. Postanowiłam oczywiście wybrać się na spacer wzdłuż falochronu i dotrzeć do latarni morskiej na jego końcu.

Z tego miejsca rozpościerał się widok na wyróżnionej Błękitną Flagą plażę, na której pomimo październikowych temperatur kąpało się sporo ludzi. Mnie głównie interesował półwysep Berry Head, który był kolejnym, atrakcyjnym punktem podczas zwiedzania Brixham.

Droga do Berry Head prowadziła najpierw pośród nadmorskich willi, do uwierzcie mi "zaczarowanego" lasu i dalej wzdłuż szczytów klifów. W jedną stronę szło się około 40 minut, a widoki podczas pokonywania tej trasy zapierały dech w piersiach.

Berry Head Nature Reserve to ważne miejsce przyrodnicze i historyczne w Brixham. Obszar ten jest uznanym na arenie międzynarodowej miejscem dziedzictwa i Narodowym Rezerwatem Przyrody, domem dla różnorodnych przybrzeżnych zwierząt, historii, formacji geologicznych i odrestaurowanych fortyfikacji z czasów wojny napoleońskiej.

Znajduje się na nim ustanowiony w 1973 roku Berry Head National Nature Reserve oraz Local Nature Reserve.