top of page
  • Edytka

Odkrywamy Devon, czyli co warto zobaczyć na Riwierze Angielskiej.

Zaktualizowano: 12 lut

  1. Torquay - kurs języka angielskiego w mieście Agathy Christie

  2. Cockington - najczęściej fotografowana wioska w Anglii

Jak jednocześnie zwiedzać i poprawiać swoje umiejętności w posługiwaniu się językiem angielskim? Podjąć naukę w jednej ze szkół językowych na Malcie. Taka błyskotliwa myśl popchnęła mnie do poszukiwania kogoś, kto mógłby mi pomóc w znalezieniu odpowiedniej szkoły. Napisałam kilka zapytań i jeden z pośredników natychmiast zadzwonił i wyjaśnił, że angielskiego należy uczyć się w Anglii i że poleca mi szkoły w Londynie, Oksfordzie czy w Cambridge. Ja jednak zdecydowałam się na Torquay - małą nadmorską miejscowość, w której urodziła się, mieszkała i tworzyła swoje powieści Agatha Christie. Na początek wybrałam dwutygodniowy intensywny kurs języka angielskiego oraz pobyt u rodziny goszczącej.

Nasza podróż była zaplanowana następująco: z lotniska Poznań-Ławica do Bristol Airport, następnie autobusem do nadmorskiego kurortu Exeter i następnego dnia pociągiem do docelowego Torquay. Moja nauka miała zacząć się w poniedziałek, ale postanowiliśmy przyjechać kilka dni wcześniej, żeby zwiedzić ten interesujący region. Na Bristol Airport przylecieliśmy w czwartek późnym wieczorem (tak około 20.40 - nasza 21.40). Z dworca autobusowego, który znajdował się na przeciwko lotniska, pojechaliśmy autobusem firmy Falcon do miejscowości Exeter. Podróż trwała około 2 godzin i kosztowała 12 funtów od osoby. Bilet rezerwuje się poprzez bardzo przejrzystą stronę internetową, a autobusy tej linii jeżdżą co godzinę, my na wszelki wypadek wybraliśmy odjazd o godzinie 22.00. Podróż tymi liniami ma wiele zalet, ale też jedną niedogodność, mianowicie przystanki, z których zabiera i wysadza pasażerów umiejscowione są przy zjazdach z drogi głównej/autostrady na obrzeżach miast.

EXETER

Do Exeter przyjechaliśmy o północy. Do zarezerwowanego hotelu mieliśmy około 20 minut piechotą. Było to dość ciekawe doświadczenie, ponieważ musieliśmy iść zarośniętym bujnymi krzakami poboczem na nieoświetlonej i dość ruchliwej ulicy. Oczywiście wiało i padało. Przemoczeni i zmęczeni dotarliśmy do zamkniętego już o tej porze hotelu. Kilka minut zajęło nam wybudzenie kogoś z obsługi. Ostatecznie około 2 w nocy położyliśmy się spać w maleńkim, ale czystym i ciepłym pokoju.

Na drugi dzień udaliśmy się na zwiedzanie miasta. W strugach deszczu ciągnęliśmy nasze walizki po brukowanych ulicach. Było to bardzo niewygodne ze względu na ogromne kałuże i spory hałas, który robiliśmy.

Exeter reklamowane jest jako miasto bogatsze w zabytki, niż cały Półwysep Kornwalijski. Swoją siedzibę ma między innymi Royal Albert Memorial Museum, w którego zbiorach znajdują się eksponaty z wielu dziedzin.

Royal Albert Memorial Museum

Nasze zwiedzanie postanowiliśmy zacząć właśnie od tego muzeum, i mieliśmy nadzieję, że będziemy mogli na jakiś czas przechować tam walizki. Faktycznie przemiła Pani z obsługi udostępniła nam zamykaną szafkę. Teraz już w pełni swobodni mogliśmy zacząć podziwiać wspaniałe eksponaty. Co niezwykłe wstęp jest tam bezpłatny. Wewnątrz można wypocząć w sporej kawiarni, gdzie serwowane są gorące napoje, ciastka i kanapki.

Kiedy w 1861 roku umarł książę Albert pojawiła się inicjatywa uczczenia jego pamięci w wyjątkowy sposób. Zdecydowano, że idealnym miejscem ku temu będzie Exeter. W ciągu kolejnego roku powstał projekt i tym sposobem utworzono Royal Albert Memorial Museum, które oprócz muzeum, stało się siedzibą galerii, biblioteki oraz dwóch szkół.

Zasoby muzeum to ok. 1.5 miliona eksponatów. Ściany budynku mieszczą obiekty z wielu dziedzin: archeologii, sztuki, nauk przyrodniczych, numizmatyki, tekstyliów, historii i kultury światowej. Posiada mnóstwo obrazów, szkiców, rzeźb autorstwa krajowych artystów.

Kolejnym ważnym zabytkiem jest usytuowana w samym sercu miasta romańsko-gotycka Katedra św. Piotra. Wstęp dla zwiedzających był płatny 7,50 funta od osoby dorosłej i 6 funtów dla studentów i seniorów. Dzieci poniżej 18 roku mogły wejść bezpłatnie. Bez opłat mogły wejść też osoby, które chciały pomodlić się.


Obok Katedry znajduje się Cathedral Close, czyli zabudowania pochodzące z końca XIII wieku. Cathedral Close 7 była dawniej kamienicą rodziny Courtenay. Od 1813 roku mieści się w niej Devon & Exeter Institution, biblioteka tylko dla członków, poświęcona rozpowszechnianiu sztuki i nauki. Elegancka biblioteka i pokoje do nauki mogą być również używane przez studentów i pracowników Uniwersytetu Exeter.

8, 9, & 9a to grupa budynków z centralnym dziedzińcem. Datowane na około 1500 rok, choć ich części mogą być nieco starsze. Zbudowane na użytek kanoników katedralnych, po reformacji zostały wydzierżawione prywatnym obywatelom i do niedawna służyły jako biura adwokackie.

Cathedral Close, z numerem 7, 8, 9, 9a i 10

Najstarsza część Cathedral Close 10 pochodzi z XIV wieku. Obecnie jest to dziekanat. Najbardziej charakterystyczną cechą są duże, dębowe drzwi, które mają co najmniej 400 lat. Drzwi zostały w ostatnich latach spopularyzowane przez fanów Harry'ego Pottera, którzy wierzą, że są one inspiracją dla drzwi do Pokoju Życzeń, tajnego pokoju w fikcyjnym Hogwarcie. Twórczyni Harry'ego Pottera, J.K. Rowling, była studentką na Uniwersytecie Exeter, więc była zaznajomiona z drzwiami pod numerem 10.

Drzwi do dziekanatu, 10 Cathedral Close

Dość dziwnie usytuowany na rogu ulicy Cathedral Close Kościół św. Marcina (St Martin's Church) jest jednym z najstarszych budynków w mieście. Jest to najważniejszy i najbardziej kompletny kościół w centrum Exeter, który uniknął zarówno wiktoriańskiego remontu, jak i bombardowania w czasie II wojny światowej, które poważnie uszkodziło wiele innych kościołów.

Pierwszy kościół na tym miejscu został poświęcony 6 lipca 1065 roku. Jego maleńka parafia - mniejsza niż rozmiar boiska piłkarskiego - służyła robotnikom i handlarzom, którzy tłoczyli się w trzy- i czteropiętrowych domach na okolicznych ulicach.

Kolejnym ważnym zabytkiem Exeter jest wzniesiony na przełomie XII-XVI wieku budynek ratusza miejskiego (Guildhall).

Ratusz miejski

W Exeter znajduje się podobno najwęższa ulica świata - Parliament Street. Jej wymiary to 64 cm w najwęższym i 122 cm w najszerszym miejscu. Wiek - ponad siedemset lat. Łączy High Street z Waterbeer Street. Do XIX wieku nazywano ją po prostu Small Lane czyli Mała Uliczka. Jednak politycy wpadli na pomysł, aby wykorzystać ją w celach marketingowych. Przekształcenie nazwy na Parliament Street miało demonstrować drwinę z nowej ustawy parlamentarnej, która wprowadzała szerokie zmiany w systemie wyborczym.

Najwęższa ulica świata - Parliament Street.

W planach mieliśmy wiele innych miejsc do zobaczenia, przede wszystkim historyczne nadbrzeże. Jednak nieustający deszcz i wiatr przyspieszyły naszą decyzję o dalszej podróży, tym razem pociągiem, do docelowego Torquay.


TORQUAY

Popularny od początków XIX wieku kurort wypoczynkowy, leżący na Półwyspie Kornwalijskim, w hrabstwie Devon. Turystów przyciąga tu od lat ciepły i łagodny klimat, będący w dużej mierze zasługą Prądu Zatokowego. Dzięki temu przyjęły się w tej okolicy tropikalne rośliny sprowadzone z Australii, pozwalające uczynić Torquay podobnym kurortom na Lazurowym Wybrzeżu.

Główne atrakcje miasta związane są oczywiście z morzem (znajduje się tutaj piaszczysta plaża i przystań jachtowa), ale nie tylko – w Torquay mieści się również pole golfowe i muzeum urodzonej tu Agathy Christie.

Pomnik Agathy Christie
Przystań jachtowa w Torquay
Wieża zegarowa Mallock Memorial znajdująca się na nabrzeżu portowym w Torquay

Tak jak już wcześniej wyjaśniałam, szkoła w której miałam zajęcia z języka angielskiego zaczynała się w poniedziałek. Mieliśmy więc możliwość zwiedzania miasta przez pozostałą część piątku, sobotę i niedzielę. W sobotę dodatkowo miała do nas dołączyć moja siostra z mężem.

Na dwie noce zatrzymaliśmy się w uroczym hotelu Harbour Heights. Był on częścią dużego domu z początku XX wieku. Jak wytłumaczył nam obecny właściciel, budynek zanim został podzielony na 4 osobne Guest House, należał do jednej rodziny i służył jako domek letni.

Budynek w którym znajdowała się hotel Harbour Heights
Jadalnia

Spacer po mieście zaczęliśmy od zwiedzania portu. Podczas przechadzki natchnęliśmy się na Beacon Cove. Jest to mała osłonięta zatoczka, kiedyś znana jako Lady's Bathing Cove. Była ulubioną zatoką pań w późnym okresie wiktoriańskim. Posiada ona małą promenadę, żwirową plażę i znajduje się w pięknym osłoniętym zaułku, co czyni ją idealnym miejscem do opalania i podziwiania widoku na zatokę. Dla mnie sporym zaskoczeniem była informacja, że Beacon Cove to ulubiona plaża Agathy Christie i że spędzała tam czas razem ze swoją córką Rosalindą.


Beacon Cove

W sobotę dołączyła do nas Asia z Łukaszem i razem mogliśmy poznawać urocze zakątki portu i miasta.

Kolejnym punktem na naszej trasie było opactwo Torre Abbey. Zostało założone w 1196 roku jako klasztor dla kanoników premonstratensów i jest obecnie najlepiej zachowanym średniowiecznym klasztorem w Devon i Kornwalii.

Oprócz średniowiecznych i gregoriańskich pomieszczeń, Torre Abbey znane jest z ogrodów w Abbey Park i Meadows, z trzeciej co do wielkości kolekcji sztuki w hrabstwie Devon oraz z regularnych wystaw współczesnych artystów. Z bogactwem egzotycznych i ekscytujących roślin, ogrody są spokojną przystanią piękna i przyjemności oraz idealnym miejscem na relaks, spacer lub piknik. Bujne nasadzenia bylin, róż i dalii znajdują się w formalnym krajobrazie z XIX wieku wokół ruin opactwa.

Ogrzewane szklarnie, zawierające rośliny tropikalne i pustynne, są ucztą dla zmysłów niezależnie od pory roku.

Opłata za wstęp do opactwa: Dorośli - £9.50

Dzieci (5 - 18 lat) - £3.70; poniżej 5 lat bez opłat

Wieczorem jak zawsze udaliśmy się na wycieczkę po pubach. Ostatecznie zatrzymaliśmy się w pubie o nazwie "Hole in the Wall". Usytuowany był blisko portu i głównej ulicy i okazało się, że jest jednym z najstarszych tego typu lokali Torquay. Pochodził z około1540 roku. Fantastyczny, tradycyjny pub z mnóstwem charakteru i przytulną atmosferą, w przeszłości był miejscem regularnych spotkań dla przemytników i ludzi biznesu.

W niedzielę w strugach deszczu pojechaliśmy za miasto, żeby zobaczyć słynny Thatcher Point. Jest to fenomenalna zielona przestrzeń z oszałamiającym widokiem na Thatcher Rock i na morze. Ludzie odwiedzają Thatcher Point, aby podziwiać widoki, łowić ryby na wybrzeżu lub po prostu spacerować wzdłuż South West Coast Path, która znajduje się w pobliżu.

To świetny teren spacerowy, a widok skalistych klifów zrobił na nas naprawdę duże wrażenie. Cały ten obszar jest bardzo wyjątkowy i ma mistyczny i magiczny charakter.

Legenda mówi, że na skale mieszkał szalony mnich. Żył na diecie składającej się z ryb i mew oraz musiał polegać na wodzie deszczowej z basenów skalnych, aby przetrwać. Był kochany przez miejscowych, organizowano specjalne wycieczki łodzią, aby go zobaczyć, a ludzie rzucali mu prezenty na skałę. Niektórzy mieszkańcy mówią swoim dzieciom, że skała jest Nibylandią, gdzie mieszka Piotruś Pan.

Oficjalnym powodem, dla którego nazywa się ją Thatcher Rock jest to, że jeśli spojrzysz na skałę pod kątem prostym, jest tam mały występ skalny, który wygląda jak Thatcher (strzecharz) pracujący na dachu.

Niestety padało tak mocno, że nie mogliśmy spędzić tam dużo czasu i w związku z tym postanowiliśmy, że czas już się rozstać. Ja zostałam podwieziona do mieszkania, w którym miałam spędzić kolejne dwa tygodnie. Andrzej z Asią i Łukaszem wrócili do domu. Andrzej wracał do Polski w poniedziałek z lotniska Londyn Luton.

Domek z początków XX wieku, przystrojony na Halloween

Michelle, emerytowana pielęgniarka gościła mnie w swoim mieszkaniu, które usytuowane było prawie w centrum miasta, 10 minut pieszo od szkoły językowej. Mój pokoik znajdował się na pięterku i miałam widok na ogród. Oprócz mnie i Michelle ten niewielki domek zajmował też mały, niesforny piesek, który wabił się Milton.

Wraz z zakwaterowaniem miałam zapewnione także wyżywienie tj. śniadania i obiadokolacje. Na szczęście moja Landlady była weganką i co wieczór przygotowywała dla nas wyśmienite i zdrowe potrawy, również regionalne np. pasty. Pasztecik ten był częścią brytyjskiej diety już od XIII wieku, wykorzystywał dziczyznę i wszelkiego rodzaju smaczne nadzienia i był spożywany głównie przez górników w kopalniach cyny znajdujących się na terenie Kornwalii i Devon. Główną zaletą było to, że można go było zjeść bez użycia sztućców i który pozostawał ciepły przez dłuższy czas. Na nasze potrzeby wersja wegańska.

Jadałam naprawdę na bogato :)

Bardzo zaprzyjaźniłyśmy się podczas tych dwóch tygodni. Wiele godzin dziennie spędzałyśmy na rozmowach. Michelle pomagała mi w wyborze miejsc do zwiedzania, doradzała i odradzała. A tak przygotowałyśmy się na Halloween.

Nadszedł wyczekiwany poniedziałek i zaczęły się zajęcia w szkole językowej Kaplan. Szkoła była całkiem niedaleko i prowadziła do niej bardzo przyjemna droga, która zajmowała mi około 10 minut pieszo. Razem z innymi nowo przybyłymi studentami musiałam zdać test kwalifikacyjny. Dostałam się do klasy o poziomie angielskiego B2. W klasie było 9 uczniów w bardzo zróżnicowanym wieku z wielu zakątków świata. Było 4 panów z Arabii Saudyjskiej, jeden z Kuwejtu, dziewczyny z Francji, Chile i Niemiec. W kolejnym tygodniu doszła Pani z Majorki. Z uwagi na to, że wybrałam intensywny angielski moje zajęcia trwały od 9 rano do 3 po południu.

W ofercie szkoły był dostęp do basenu, więc wzięłam ze sobą stroje kąpielowe, okulary do pływania i czepek, ale niestety w folderze nie zaznaczono, że to mikro basenik do użytku tylko w sezonie letnim (zdjęcie poniżej).

Szkoła zapewniała nam popołudniowe zajęcia integrujące, co dzień coś innego. Była zorganizowana wycieczka do Kents Cavern (bardzo popularnej jaskini), była też szkoła gotowania, karaoke w pubie, zwiedzanie miasta z przewodnikiem i wiele innych. Ja skorzystałam z niedzielnej wycieczki do Parku Narodowego Dartmoor.

Popołudniami, godzinami chodziłam po porcie, nadbrzeżu i parku. Poszukiwałam miejsc związanych z życiem i twórczością Agathy Christie. W czasie godzinnej przerwy na lunch poznawałam lokalne restauracje z lokalnymi potrawami.

Nadmorski park w Torquay

BRIXHAM

W piątki zajęcia kończyły się wcześniej. Miałam całe słoneczne popołudnie na zwiedzanie Brixham, pięknego miasteczka portowego, do którego można było dostać się promem. Prosto po szkole popędziłam na nadbrzeże, gdzie okazało się niestety, że akurat w tym dniu promy nie kursują??!! Nic nie szkodzi, zaraz obok był przystanek, z którego co 15 minut odjeżdżały w kierunku Brixham piętrowe autobusy. Prawie natychmiast pojawił się mój transport, zakupiłam u kierowcy bilet za 6 funtów w jedną stronę i z górnego pokładu podziwiałam przez 40 minut przepiękne nadmorskie krajobrazy. Wysiadłam na przystanku obok portu i od razu zostałam oczarowana tym miejsce.

Jeśli szukasz autentycznego smaku Anglii, nie trzeba szukać dalej niż Brixham w South Devon. Jest to kwintesencja angielskiego miasta portowego. Kolorowe domy otaczające port to pierwsze, co rzuca się w oczy. Ale prawdziwymi gwiazdami tego miasta nie są budynki - są nimi ryby.

Jako jeden z najbardziej ruchliwych portów rybackich w Wielkiej Brytanii, Brixham ma długą historię sprowadzania świeżych owoców morza. Tutaj, w sercu angielskiego Seafood Coast, najświeższe ryby i najsmaczniejsze owoce morza są w menu na każdym kroku. Ponieważ nie jadłam obiadu, kupiłam sobie dorsza z frytkami i już połowa małej porcji, którą zamówiłam, porządnie mnie nasyciła.

Mogłam dalej spacerować i dotarłam do słynnej atrakcji, czyli naturalnej wielkości repliki statku Golden Hind. Galeon Golden Hind (Złota Łania) był okrętem flagowym Sir Francisa Drake'a podczas jego podróży dookoła świata. Spośród pięciu okrętów biorących udział w wyprawie ten był największy i jako jedyny powrócił cało do Anglii. Wodowano go w roku 1576 w porcie w Plymouth.

Replika wyglądała imponująco, jednak nie skusiłam się na zwiedzanie całego statku. Nie miałam za dużo czasu, a wiele miejsc do zobaczenia. Szybko swoje kroki skierowałam w stronę jak myślałam ogromnego mola, który jednak okazał się półmilowym falochronem, który chroni miasto przed silnymi wiatrami i dużymi falami. Postanowiłam oczywiście wybrać się na spacer wzdłuż falochronu i dotrzeć do latarni morskiej na jego końcu.

Z tego miejsca rozpościerał się widok na wyróżnionej Błękitną Flagą plażę, na której pomimo październikowych temperatur kąpało się sporo ludzi. Mnie głównie interesował półwysep Berry Head, który był kolejnym, atrakcyjnym punktem podczas zwiedzania Brixham.

Droga do Berry Head prowadziła najpierw pośród nadmorskich willi, do uwierzcie mi "zaczarowanego" lasu i dalej wzdłuż szczytów klifów. W jedną stronę szło się około 40 minut, a widoki podczas pokonywania tej trasy zapierały dech w piersiach.

Berry Head Nature Reserve to ważne miejsce przyrodnicze i historyczne w Brixham. Obszar ten jest uznanym na arenie międzynarodowej miejscem dziedzictwa i Narodowym Rezerwatem Przyrody, domem dla różnorodnych przybrzeżnych zwierząt, historii, formacji geologicznych i odrestaurowanych fortyfikacji z czasów wojny napoleońskiej.

Znajduje się na nim ustanowiony w 1973 roku Berry Head National Nature Reserve oraz Local Nature Reserve.

Z Berry Head można wrócić tą samą drogą, ale można też dalej spacerować wśród klifów i obejść półwysep dookoła trasą, która w całości wynosi około 9 km i wrócić do miasta.

Riviera Angielska ze swoimi uroczymi miasteczkami portowymi jest wspaniałym miejscem, który w okresie letnim jest pełen turystów. Ale z całą pewnością mogę potwierdzić, że Brixham jest jednym z piękniejszych miast w całej Anglii.


Cockington

Zachwycona udaną wycieczką, wieczór poświęciłam na planowaniu równie atrakcyjnego weekendu. W niedzielę miałam umówioną całodniową wyprawę do Parku Narodowego Dartmoor, więc została do zagospodarowania tylko sobota. Bardzo ważne dla mnie było nie tracić czasu na zbyt długą podróż. Wreszcie po godzinach poszukiwań, znalazłam idealne miejsce do którego w dodatku mogłam dostać się piechotą. W odległości zaledwie pół mili od Torquay odkryłam uroczą wioskę Cockington, która jak się okazało jest jedną z najczęściej fotografowanych wiosek w Anglii. Znajduje się w dolinie Cockington, pomiędzy Torquay i Paignton, na angielskiej Riwierze, w Torbay.

Po 40 minutowym spacerze, wśród staroangielskich posiadłości, wąskimi, brukowanymi uliczkami doszłam do miejsca, w którym cofnęłam się w czasie do świata malowniczych domków krytych strzechą, kuźni i dostojnych rezydencji!

Okoliczne rezydencje napotkane w trakcie spaceru do Cockington

Nie mogłam uwierzyć, że taki niesamowity zakątek przenoszący w zapomniane czasy istnieje w sercu Devon. Dla mnie właśnie takie miejsca pełne spokojnego uroku, są kwintesencją Anglii. Ponadto byłam zaskoczona tym, jak wiele rzeczy można robić w Cockington Village.

Od spacerów po okolicy, herbaty w pięknych ogrodach, podziwiania starych młynów wodnych, przejażdżek konnych i bryczką, a nawet kultowych czerwonych budek telefonicznych; jest tu mnóstwo do zrobienia w ciągu jednego dnia.

Pierwszym krytym strzechą budynkiem, który ukazał się moim oczom był Rose Cottage. W przeszłości był to dom kowala. Był on również używany jako poczta i sklep wiejski, a w latach 1933-1939 był miejscem pracy tkaczy ręcznych. Ostatnio ten 6 pokojowy dom z wielkim ogrodem, z przepływającym strumykiem, mostkami, stawami i pięknymi pergolami został wystawiony na sprzedaż za okrągłą sumkę 1 mln funtów :)

Tuż obok znajdowały się równie urocze budynki. W jednym z nich znajdował się sklep z pamiątkami. W pozostałych były małe rodzinne kawiarnie. Niektóre już zamknięte na sezon jesienno-zimowy.

Po dość męczącym spacerze postanowiłam usiąść w jednej z nielicznych, otwartych jeszcze kawiarni i spróbować regionalnego ciastka scone podawanego z dzbanuszkiem imbirowej herbaty. Usiadłam we wspaniałym ogrodzie Weavers Cottage, złożyłam zamówienie u przesympatycznego właściciela i już za chwilkę cieszyłam się kwintesencją Anglii :)

Na tyłach Weavers Cottage stoi niedawno odrestaurowane koło wodne zasilane przez staw młyński. Pierwotnie zbudowany w 1435 był używany zarówno do zasilania mielenia mąki w młynie (obecnie dom) i do zasilania maszyn do cięcia drewna, młócenia i mielenia kukurydzy i czesania trzciny na strzechy. Ziarno produkowane przez młyn było kiedyś przechowywane w The Granary, obecnie sklepie z pamiątkami.

W sercu tej uroczej wioski w Devon znajduje się Cockington Court, XVI-wieczny dwór otoczony setkami akrów wspaniałego parku wiejskiego.

Pomimo, że ta urocza wioska wygląda jak z XIX wieku, w rzeczywistości miała swoje początki ponad 2500 lat temu w epoce żelaza.

Istnieją również dowody sugerujące, że to miejsce było małą saksońską wioską rybacką i rolniczą. W końcu w średniowieczu posiadłość należała do Rogera de Cockington, który zmienił swoje nazwisko, aby pasowało do bycia Panem posiadłości!

Cockingtonowie byli tu w latach 1048-1348. Następnie, znana w tych stronach rodzina Cary przejęła ją w latach 1375-1654. W czasie wojny domowej, gdy władzę przejął Oliver Cromwell, ilość opłat nakładanych na rodzinę Cary nadwyrężyła rodzinne finanse i aby pokryć długi została sprzedana rodzinie Mallock. Mallockowie byli złotnikami i srebrnikami z Exeter. Kupili majątek w 1654 roku i zarządzali nim do 1932 roku. Wtedy to została sprzedana Torquay Corporation.

Manor House
Manor House

W Manor House można odwiedzić Galerię, aby obejrzeć najnowszą wystawę sztuki i zatrzymać się na drinka lub lunch w The Seven Dials Cafe. Częstym gościem tej rezydencji była Agatha Christie, która przyjaźniła się z właścicielem Cockington Court. Pobyt w tym miejscu był inspiracją dla jednej z jej książek "Why Didn't They Ask Evans?"(Dlaczego nie Evans?), która została zadedykowana Christopherowi Mallockowi.

Obok Cockington Court znajduje się Kościół parafialny St George & St Mary. Najstarszą częścią kościoła, którą można zobaczyć dzisiaj jest wieża, zbudowana w latach 1210-1230, chociaż uważa się, że kaplica istniała na tym miejscu od czasów saskich. Podczas rządów Cromwella w latach 1649-1660 witraże zostały rozbite, budynek pobielony, a wszelkie ozdoby zniszczone. Od 1881 roku rozpoczęto program renowacji, który obejmował nowe dzwony, okna z ołowiem i ekran dachowy. Podczas II wojny światowej dwie niemieckie bomby wylądowały w pobliżu, co spowodowało uszkodzenie dachu i rozbicie witraży. Co dziwne, kościół nie posiada cmentarza i nie wiadomo dlaczego tak jest.

Rozległe ogrody przed Cockington Court są obsadzone okazałymi drzewami otaczającymi szeroką łąkę, z której tradycyjnie korzysta klub krykieta Cockington. Na tyłach znajdują się akry jabłoni, które były używane do produkcji cydru. Jesienią "Dzień Jabłka" jest popularnym wydarzeniem w Cockington, gdzie do produkcji soku jabłkowego używana jest oryginalna prasa.

Za Cockington Court znajduje się przepiękny ogród różany. Jest on ogrodzony murem i posiada dwa wyjścia i wejścia. Wewnątrz ogrodu spaceruje się po żwirowych ścieżkach, można też wypocząć na jednej z licznych ławek. Niestety, koniec października to nie czas na kwitnienie róż, ale można sobie łatwo wyobrazić ten dywan kolorowych i pachnących kwiatów.

Cockington Country Park otrzymał prestiżową nagrodę "Keep Britain Tidy, Green Flag Award". Nagroda Zielonej Flagi przyznawana jest za wysokie standardy środowiskowe, piękne utrzymanie i doskonałe udogodnienia dla zwiedzających. Ogromnym osiągnieciem było utrzymanie tej nagrody przez kolejne 24 razy. Jest zaledwie 5 miejsc w całej Wielkiej Brytanii, którym się to udało.

Cockington Country Park to mieszanka ogrodów, lasów, otwartych parków i terenów wiejskich. Jest on otwarty dla zwiedzających przez cały rok od wschodu do zachodu słońca i nie trzeba wnosić żadnych opłat, oprócz parkingowej, jeżeli ktoś przyjechał samochodem.

Wioska Cockington jest odzwierciedleniem minionych dni i czasami ludzie odwiedzają ją tylko po to, aby spacerować i patrzeć na stare budynki. Na kilka godzin można przenieść się w czasie i poczuć jak w staroangielskich powieściach.


Park Narodowy DARTMOORE

Szkoła językowa, w której studiowałam, miała zapewnić atrakcje popołudniowe i weekendowe dla swoich uczniów. Na tablicy wywieszane były propozycje wycieczek i ich koszt. Bardzo się ucieszyłam kiedy zorganizowano całodniową wyprawę do Parku Narodowego Dartmoore. Nie jest prosto dostać się tam na własną rękę, jeżeli nie posiada się samochodu, a nawet wtedy jak się go ma to i tak najlepiej mieć pod ręką kogoś, kto już tam był. Nie ma wyznaczonych tras, tak jak jest to zazwyczaj w polskich parkach narodowych. Po prostu zostawia się samochód na jednym z wielu parkingów i zaczyna się spacer po wzgórzach, lasach, wrzosowiskach, gdzie oczy poniosą.

Mimo słońca, było bardzo chłodno, wiał lodowaty wiatr
Koleżanki z kursu, Nadin z Niemiec i Noela z Chile

Dominującymi elementami krajobrazu są tu liczne mokradła, wrzosowiska, torfowiska i śliskie ściany surowego granitu. Z uwagi na ten oryginalny krajobraz, faunę oraz liczne obiekty zabytkowe, od prehistorycznych aż po współczesne kamieniołomy granitu, w 1954 roku płaskowyż Dartmoor objęty został parkiem narodowym. Co ciekawe stanowi on własność prywatną - należy do księcia Kornwalii.

Jest to niezwykle malowniczy płaskowyż, który zajmuje obszar o powierzchni blisko 1000 km2. Znajduje się pomiędzy miejscowościami Exeter i Plymouth. Nazwa Dartmoor pochodzi od przepływającej przez jego teren rzeki Dart.

Wydobywany z Dartmoor kamień przewożony był m.in do Londynu i służył do budowy London Bridge

Okoliczne wrzosowiska usiane są różnego rodzaju kamiennymi pamiątkami z epoki brązu. Spotkać można tu kopce, grobowce, tajemnicze kręgi, menhiry czy kamienne rowy. Same wrzosowiska obrosły także licznymi legendami. Przedstawiane są w nich jako siedlisko wróżek, chochlików, czy jeźdźców bez głowy.

Kamienny krąg - prawdopodobnie grobowiec
Stanowisko archeologiczne,

Tereny te stały się także inspiracją dla wielu znanych pisarzy. Sir Arthur Conan Doyle w książce zatytułowanej Pies Baskerville'ów tak opisał Dartmoore: "Im dłużej człowiek tu przebywa, tym większe wrażenie wywierają moczary swoim ogromem i ponurym urokiem. Kto raz dotarł na te tereny, ten pozostawił za sobą wszelkie ślady Anglii współczesnej, by znaleźć się w świecie ludzi prehistorycznych".

Charakterystycznym elementem krajobrazu Dartmoor są liczne pagórki posiadające skaliste szczyty zwane tors. W sumie jest ich tu kilkaset, a najwyższy z nich to mierzący 621 metrów High Willhays.

Dartmoor jest piękny, dziki i pełen niesamowitych miejsc do odkrycia. Tworzący go granit powstał w głębi ziemi ponad 300 milionów lat temu.

Jeden z licznych skalistych szczytów, które mijaliśmy po drodze.
Po okolicznych wrzosowiskach oprowadzała nas Ania - przewodniczka pochodząca z Polski :)
Ukryci przed silnym wiatrem, zajadamy lunch i słuchamy wierszy naszego przesympatycznego przewodnika

W dolinie wyrzeźbionej przez rzekę East Webbern w sercu Dartmoor leży wieś Widecombe-in-the-Moor. W miejscowości znajduje się XIV-wieczny kościół św. Pankracego z wieżą o wysokości 120 stóp (36,58 m), przebudowany w XVII wieku po zniszczeniach których w 1638 roku dokonała silna burza. Zawaleniu uległa wówczas jedna z iglic wieży. Jej szczątki przebijając dach wpadły do wnętrza świątyni zabijając 4 osoby i raniąc ok. 60. Według miejscowej legendy to sam diabeł dokonał zniszczeń, przychodząc po dusze 4 osób które grały w kościele w karty. Mur kościoła tworzy jedną ze ścian wiejskiego rynku, naprzeciwko natomiast znajduje się XV-wieczny budynek, używany obecnie jako siedziba rady oraz centrum informacji turystycznej. Za kościołem znajduje się teren zielony zwany Butte Park, w średniowieczu trenowali tam swoje umiejętności łucznicy.

Kościół Św. Pankracego w Widecombe in the Moor

Nie ma bardziej ikonicznego widoku na Dartmoor niż stado kucyków pasących się razem, z oszałamiającym, majestatycznym Dartmoor jako tłem. Są tu od dawna, odciski kopyt znalezione na Dartmoor podczas wykopalisk archeologicznych miały 3500 lat. W połowie 1800 roku kucyki były używane do transportu granitu z kamieniołomów na wrzosowiskach.

W 1950 roku mówi się, że na wrzosowisku było około 30 000 kucyków, teraz jest tylko około 1500.

Wszystkie kucyki są własnością różnych Dartmoor Commoners (rolników i mieszkańców Moor, którzy mają prawo do wypasu na otwartym wrzosowisku), a z tymi prawami wiąże się odpowiedzialnością za utrzymywanie koni w zdrowiu.

Na Dartmoor można spotkać różne rasy bydła. Krowy, które przemierzają wrzosowiska mają grubą sierść, aby chronić je przed zmienną pogodą. Popularne rasy spotykane na wrzosowiskach to czarne i pasiaste Galloways.

Po 6- godzinnym spacerze w deszczu i wietrze, zostałyśmy zaproszone na lokalne piwo do pubu Church House Inn Holne.

Podsumowując, pomysł z wyjazdem do szkoły językowej w Torquay był strzałem w dziesiątkę. Pobudził jednak mój apetyt na kolejną wycieczkę po drogach i bezdrożach Półwyspu Kornwalijskiego.




54 wyświetlenia

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie